Był wieczór. Śnieg zasypał ulice swym chłodem. Zaraz miała zjawić się noc i mrokiem gwieździstego nieba okryć senne miasto.
Jednak nie każdy pragną teraz wejść w objęcia Morfeusza, bo bowiem dziś była noc opowieści. Tawerna "Pod Złotym Dębem" gościła dziś wielu gości. Głównie młodych, dopiero co wkraczających w dorosłość ludzi, ale znaleźli się też starsi od nich słuchacze.
- Powiedzcie co wiecie o naszym królu? - spytał stary Ubwer jego głos przepłyną w ciszy izby.
Szanowany w mieście bajarz palił fajkę wypuszczając co jakiś czas obłoczki dymu.
- Jest jednym z Magów, Magiem Powietrza. - przerwał ciszę jeden z mężczyzn.
- Tak masz rację, Verhebie. Ale chodziło mi o to jak doszedł do władzy nad Onfordem? - cisza, która nastała po pytaniu dźwięcznie odbijała się od ścian.
Chwila minęła zanim Verheb odpowiedział.
- Jest Magiem, widocznie miał do tego prawo.
- To są czyste bzdury! Nikt nie może tytuować się królem z powodu rasy - Ubwer podniósł głos i spojrzał lodowatym wzrokiem na właściciela tych słów - Koronę ofiarował mu jej właściciel tuż przed swoim koronowaniem, Kevewa III. Większość z was powinna go pamiętać choćby z plotek krążących o nim. - mówił spokojnie, a ostatnie zdanie skierował do pozostałych.
- O ślepcu, który spotkał vywernę? Nikt w to nie wieży - odezwał się głos z głębi pomieszczenia.
- I słusznie, bo to nieprawda - poparł go starzec - Vywerny to czysty wymysł człowieka z wybujałą wyobraźnią, ale jednak pierwsza część plotki się zgadza - był ślepy, lecz nie od urodzenia jak mówi inna. Posłuchajcie więc o chłopcu z nadzieją w lepsze czasy...
Gdy Kevewa miał czternaście wiosen, wedle tradycji, został wysłany na Pierwsze Łowy wraz z innymi chłopcami w jego wieku. Były to jeszcze czasy przed Sojuszem, a ludzie nie uznawali innych istot rozumnych prócz siebie. Błędy jakie wcześniej popełniono sprawiły, iż smoki nie tolerowały obecności człowieka w zamieszkanych przez nie lasach. Ludzie, myśląc, że mają do czynienia ze zwykłymi zwierzętami, zaczęli je łapać i zabijać na widowiskach w smoczych arenach.
On był niezbyt przekonany co do słuszności ich czynów, jednak jako syn króla nie mógł wyrażać swojego zdania. Tak więc musiał zgadzać się z poglądami ojca.
Tak więc Kevewa postanowił pójść w Góry, które teraz nazywają się Frew*, lecz w ów czasie nosiły nazwę Herve tu Rabe**. Chciał pokazać ojcu na co stać, gdyż w jego oczach nie miał zbyt wysokiego mniemania.
Zima tego roku była sroga, więc niełatwo było się tam dostać. Jednak udało mu się dotrzeć w pół szczytu, radząc sobie z wieloma przeszkodami jak choćby samodzielnym zdobywaniem pożywienia...
- A na czym polegają te Pierwsze Łowy? - zapytał siedzący obok Ubwera Obe, jeden z najmłodszych obecnych w tawernie.
- Nie wiesz? - zdziwił się starzec. Spojrzał po twarzach słuchaczy - Hmmm... Rozumiem! Wasze pokolenie nie słyszało nigdy o Pierwszych Łowach. Może to nawet lepiej. Jednakże jak możecie poznać sens tej opowieści jeżeli nie znacie takich rzeczy? Gerse byłbyś tak miły i powiedział tum młodziakom czym są Pierwsze Łowy? - ostatnie zdanie zwrócił zaś do właściciela tejże gospody.
Gerse rzucił okiem na siedzących przy stołach gości, którzy byli zbyt młodzi by pamiętać o tej tradycji, i zaczął mówić:
- Uczestniczenia w Pierwszych Łowach nikomu z was nie życzę. Ludzie puszczali czternastoletnich chłopaków do lasu bez żywności. Na dwa tygodnie, miesiące czy też lata. Niekiedy niektórzy z nich nigdy nie wracali, albo nie mogli. Dlatego że bez skóry smoka nie wolno było wracać.
- Dziękuję, Gerse - zwrócił się do niego Ubwer,a następnie kontynuował do słuchaczy - Wracającdo naszej historii...
Kevewa dotarł do połowy góry pokrytej śniegiem i lodem. Jednak miał mało szczęścia, które tam było na wagę złota, bo zerwała się lawina.
_______________________
* z onfordzkiego - strome
** z onf. (dosłownie) - strzeż się podróżniku
Strony
Tyle Was tu było
Pomyśl!
Wiele trudu wkładam w prowadzenie tego bloga i bardzo Cię proszę - nie "podpisuj się" pod moimi tekstami!
wtorek, 12 listopada 2013
piątek, 2 sierpnia 2013
Otwarte przestrzenie
Jak się jest w klatce drucianej
Pod kluczem zamkniętej
Śnić się może tylko jedno
Otwarte przestrzenie
Czuć wiatr we włosach
I zimno śniegu
Krople deszczu na twarzy
I płomyki słońca na ramieniu
Lecieć wysoko
Gdzie nikt nie znajdzie
Nikt nie odbierze
Nikt nie zamknie
Wolności upartej
Pod kluczem zamkniętej
Śnić się może tylko jedno
Otwarte przestrzenie
Czuć wiatr we włosach
I zimno śniegu
Krople deszczu na twarzy
I płomyki słońca na ramieniu
Lecieć wysoko
Gdzie nikt nie znajdzie
Nikt nie odbierze
Nikt nie zamknie
Wolności upartej
Subskrybuj:
Posty (Atom)